Rocznica odejścia Śrila Prabhupada - 01.11.2008
|
czytane: 529 data: 2008-10-31 autor: Madana Mohana Mohini devi das |
Wersja do druku |
![]() |
Śrila Prabhupad wielokrotnie dawał przywódcom ISKCON-u do zrozumienia, że powinni przygotować się do pełnienia swych obowiązków bez jego bezpośredniego nadzoru. Pewnego dnia wspominał niektóre z wydarzeń, jakie miały miejsce podczas pierwszego roku jego pobytu w Nowym Jorku, lecz nagle przeniósł się myślami w przyszłość. "Nie zepsujcie tego" – powiedział. "Teraz wszystko zależy od was, moich starszych chłopców. Ja mogę was opuścić. Moje zdrowie jest kiepskie. Jestem starym człowiekiem. Ale wy, GBC, młodzi chłopcy, jesteście Amerykanami, ekspertami. Jesteście bardzo inteligentni. Więc nie zepsujcie tego. Niech ruch rozwija się dalej. Macie wiele wspaniałych miejsc. Nie martwcie się. Nawet jeśli odejdę, to co z tego? Swe idee i wskazówki pozostawiłem w książkach. Musicie je tylko tam odnaleźć. Myślę, że spełniłem swój obowiązek. Czy nie tak? Zgadzacie się z tym czy nie?"
Prabhupad powiedział, że będzie szczęśliwy, jeśli zobaczy, że pod nadzorem przywódców ISKCON-u wszystko przebiega prawidłowo. "A ja będę dalej pisał książki. Dobrze?" Orzekł, że nie potrzebuje już dłużej jeść. Skoro nie jest już aktywny fizycznie, nie ma potrzeby, by jadł na obiad capati i ryż.
Giriraja powiedział, że bhaktom sprawia przyjemność, gdy widzą, że Prabhupad je i rozkoszuje się prasadam. Prabhupad zignorował tę uwagę i stwierdził, że aby mózg funkcjonował właściwie, wystarczy trochę owoców czy nawet mleka.
Ten nastrój – Prabhupad mówiący o wycofaniu się z aktywnego życia, poście, czy nawet wspominający o śmierci – był jedynie nastrojem chwilowym. Był to coś bardzo rzeczywistego, praktycznego i rozsądnego, lecz wkrótce Prabhupad zwracał swą uwagę ku innym rzeczom i obiecywał, że nadal będzie zajmował się i kierował swymi uczniami, ruchem i światem. Zaraz po takich krótkich rozmowach, znowu ostro wypowiadał się na temat szaleństwa naukowców i polityków.
Przy bramie świątyni Kryszna Balarama Mandira zgromadziła się ogromna grupa bhaktów, łącznie ze wszystkimi dziećmi z gurukuli, by powitać Prabhupada intonowaniem i tańcem. Czterech bhaktów zaniosło go w palankinie do świątyni, gdzie złożył pokłon dwóm Panom: Krysznie i Balaramie. Bhaktowie zrobili arati ku czci Śrila Prabhupada, który następnie przemówił krótko do zgromadzonych.
"Jeśli nadejdzie śmierć – powiedział – niech stanie się to tutaj". Widząc jego postawę i słysząc te nieoczekiwane słowa, niektórzy z bhaktów zaczęli płakać. "Tak więc – kontynuował – nie mam nic nowego do powiedzenia. Cokolwiek miałem powiedzieć, powiedziałem w moich książkach. Teraz spróbujcie to zrozumieć i kontynuujcie swe wysiłki. Nie ma znaczenia, czy jestem obecny, czy też nie. Tak jak Kryszna żyje wiecznie, podobnie wieczna jest żywa istota, lecz kirtir yasya sa jivati. Ten, kto pełni służbę dla Pana, żyje na zawsze. Tak więc uczyliście się, jak służyć Krysznie. Z Kryszną nasze życie jest wieczne. Utrata tego tymczasowego ciała nie ma żadnego znaczenia. To ciało musi zginąć. Takie jest jego przeznaczenie. Tak więc żyjcie na zawsze służąc Krysznie".
Śrila Prabhupad przywołał do siebie Tamala Krysznę Goswamiego i powiedział: "Są dwie możliwości: próba przeżycia i przygotowanie się na śmierć. Lepiej przygotować się na najgorsze. Postaraj się, aby zawsze były przy mnie trzy czy cztery osoby. Róbcie kirtan i przez cały czas czytajcie Bhagavatam. Teraz spróbuję trochę jeść. Pariksit Maharaja nie pił nawet wody".
"Waszą miłość do mnie – powiedział Śrila Prabhupad – udowodnicie przez to, na ile będziecie ze sobą współpracować w celu utrzymania tej instytucji po moim odejściu".
Śrila Prabhupad nadal nie miał apetytu i w ciągu ostatnich sześciu tygodni niewiele jadł. Spanie, masaże czy praca nad tłumaczeniem nie odbywały się już dłużej o określonych porach. Czuł, że jest to dla niego krytyczny okres, więc pozwolił bhaktom w całym ISKCON-ie recytować prostą modlitwę: "Mój drogi Panie Kryszno, jeśli pragniesz, proszę, wylecz Śrila Prabhupada". Regularnie każdego ranka udawał się do świątyni, by zobaczyć Bóstwa. W ciemnych, przeciwsłonecznych okularach siedział wyprostowany w bujaku, składając dłonie w geście modlitwy, podczas gdy dwóch ludzi – jeden z przodu, a drugi z tyłu – ostrożnie nieśli bujak z pokoju Prabhupada do świątyni. Najpierw stawiali fotel przed Bóstwami Gaura-Nitai, później przed Kryszna-Balaramą, a następnie Radha-Śyamasundarą. Potem zanosili go na środek dziedzińca pod drzewo tamala i stawiali krzesło na marmurowej, zrobionej z czarno-białych płyt podłodze, która przypominała szachownicę.
Śrila Prabhupad siedział zwrócony twarzą do Kryszny i Balaramy, a bhaktowie siadali wokół niego i zaczynali kirtan. Wówczas wstawali dwaj chłopcy z gurukuli, którzy podchodzili do niego i zaczynali tańczyć z podniesionymi ramionami, a ich bawełniane cadary kołysały się w tę i z powrotem. Prabhupad na ogół nic nie mówił, nawet się nie uśmiechał, lecz po kilku minutach dawał swe girlandy bhakcie, który następnie zawieszał je na szyjach tancerzy Po krótkim czasie podchodzili dwaj inni chłopcy i pierwsi oddawali im girlandy, które otrzymali od Śrila Prabhupada, po czym siadali. Śpiew i taniec trwały przez pół godziny. W świątyni gromadzili się goście i wielu z nich ofiarowywało pieniądze u stóp Prabhupada, które spoczywały na haftowanej, jedwabnej poduszce.
Gdy bhaktowie w świątyni Kryszna-Balaramy zobaczyli, że w ciągu tego miesiąca, który Prabhupad spędził poza Vrindavaną, jego stan tak bardzo się pogorszył, byli zatrwożeni. Jego pokój był w takim stanie, w jakim go pozostawił, z wyjątkiem tego, że wstawiono do niego ogromne, dwuosobowe łóżko. Prabhupad położył się, a bhaktowie zasłonili kotarami okna i przyćmili światła. Przez prawie pięć minut leżał bez ruchu z zamkniętymi oczyma.
"Więc teraz jesteś w domu, Śrila Prabhupad"- odezwał się Tamala Kryszna.
Śrila Prabhupad leżał spokojnie, nie poruszając się. Następnie powoli położył ręce na piersi, splótł je i powiedział: "Dziękuję". Wydawało się, że doznał ulgi.
"Teraz jesteś pod opieką Kryszna-Balaramy" – kontynuował Tamala Kryszna.
Śrila Prabhupad uśmiechnął się i lekko skinął głową. "Tak, to prawda" – powiedział. "Kryszna tvadiya-pada-pankaja-panjarantam " – zacytował modlitwę króla Kulaśekhary: "Mój drogi Kryszno, proszę, pomóż mi umrzeć natychmiast, tak aby łabędź mego umysłu mógł zostać otoczony łodyżką Twych lotosowych stóp. W przeciwnym razie, jak będę mógł myśleć o Tobie wydając ostatnie tchnienie?"
Chociaż Śrila Prabhupad znajdował się w bardzo niepewnym stanie, to był całkowicie pogrążony w myślach o Krysznie – o Jego imieniu, formie, rozrywkach czy służbie oddania dla Niego. Prabhupad zasugerował, że o dziewiątej trzydzieści mógłby pójść zobaczyć Krysznę i Balaramę, tak jak to robił wcześniej, lecz jego słudzy poradzili mu, aby tego dnia odpoczął i zaczął ten program jutro. "Zrobię, cokolwiek chcecie" – odpowiedział Prabhupad.
Tamala Kryszna zapytał Prabhupada, czy chce, żeby przyszedł kaviraja. "Jak powiedziałeś, Prabhupad, czy to pomoże czy też nie, jakiś mąż musi być".
Śrila Prabhupad przytaknął. "Teraz wy pokierujcie wszystkimpowiedział – i pozwólcie mi myśleć o Kryszna-Balaramie".
Tak jak czasami istnieje miłosny konflikt między Najwyższym Panem a Jego czystym bhaktą, tak teraz podobny konflikt zaistniał między Śrila Prabhupadem a jego zwolennikami. Śrila Prabhupad uważał za swój obowiązek poinstruować uczniów, w jaki sposób umierać. Częścią jego misji było danie doskonałego przykładu, jak zachować się w tej najważniejszej chwili – jak zdać ostatni egzamin w życiu. Teraz jednakże jego uczniowie rozpaczliwie błagali go, by odroczył tę lekcję umierania i pozostał z nimi na nieokreślony czas, aby nauczać. Prabhupad zgodził się i pokazał, że może pozostać przy życiu, jeśli zechce. Jednak prędzej czy później będzie musiał powrócić do lekcji pokazującej, jaką postawę należy przyjąć w obliczu śmierci.
Śrila Prabhupad odroczył lekcję umierania, by dać swym uczniom niezrównaną sposobność służenia mu z czystą i prostą miłością. Zezwalał na to nie tylko paru wybranym, lecz każdemu, kto tylko przybył do Vrindavany. Przyjeżdżało wielu i każdy mógł wejść do pokoju Śrila Prabhupada, masować jego ciało i siedzieć z nim tak długo, jak tylko chciał, dzień i noc, intonując dla jego przyjemności święte imiona. Śrila Prabhupad wznowił również tłumaczenie i robił to na oczach wszystkich. Poprzednio zawsze pracował w odosobnieniu, a teraz zapraszał wszystkich bhaktów, by przychodzili, kiedy leżał w łóżku i dyktował "znaczenia Bhaktivedanty". Jeden z bhaktów cicho czytał tekst w sanskrycie, podczas gdy inny trzymał mikrofon przy ustach Śrila Prabhupada. Głos Prabhupada był czasami ledwo słyszalny. Uczniowie pełni podziwu i szacunku obserwowali, jak ich mistrz duchowy pracuje. Myślał jasno, z pamięci cytował fragmenty różnych pism świętych, a jego filozoficzne wywody były bardzo skrupulatne. Prabhupad całkowicie oddał się swoim uczniom i otwarcie to przyznawał, mówiąc obecnym bhaktom: "Nigdy mnie nie opuszczajcie" i "Nie mogę żyć bez waszego towarzystwa". Poprosili, by pozostał z nimi i on się zgodził, całkowicie powierzając się ich opiece.
Dla jego uczniów stało się oczywiste, że – pomimo swej obietnicy – znowu zmierzał do udzielenia ostatniej lekcji. Uczył, że miłość jest ponad śmiercią; że miłość uczniów może przywołać mistrza duchowego z powrotem do tego świata, by w nim pozostał i że czysty bhakta ma możliwość pozostania w tym świecie dłużej, niż jest mu to przeznaczone. Zbliżał się jednak nieuchronnie do ostatecznego punktu. Bhaktowie nie byli na niego źli ani też nie czuli się oszukani, że to robił. Powiedział im, że Kryszna daje mu wolny wybór. Oni, z własnej woli, poprosili go, by został, na co się zgodził. Wiedzieli jednak, że nie jest do niczego zobowiązany. Jeśli pomimo ich modlitw Pan Kryszna mówił Śrila Prabhupadwi, że powinien powrócić do domu, do Boga, to cóż innego mogli zrobić, jak tylko zaakceptować ten fakt? Jeśli Śrila Prabhupad to akceptuje, to oni również zaakceptują. Nic jednakże nie zmieni ich podporządkowania i miłości; stały się one teraz trwałym paktem, którego nie będą w stanie unicestwić żadne materialne zmiany. Zdali egzamin wiecznej miłosnej służby, a tego śmierć nie może zabrać.
Aż do końca zdarzały się momenty pełne słodyczy. Zdarzały się też chwile, w których Prabhupad przejawiał nastrój nieugiętej walki dla Kryszny. Pewnego dnia nieoczekiwanie przybyła siostra Prabhupada, Pisima, i Prabhupad poprosił ją, aby ugotowała kichari. W tym okresie Kirtanananda próbował nakłonić go do stopniowego zwiększania ilości spożywanych płynów, w nadziei, że dzięki temu Śrila Prabhupad wróci do zdrowia. W związku z tym zarówno on, jak i inni bhaktowie sprzeciwili się pomysłowi nagłego zjedzenia stałego pokarmu. Jednak Śrila Prabhupad upierał się.
"Nie ma znaczenia czy to, co ona ugotuje, pomoże mi czy zaszkodzi" – powiedział. "Ona jest vaisnavi, więc będzie to dla mnie dobre". Następnie zaczął przemawiać z niezmierną pokorą. "Prawdopodobnie stałem się nieco dumny z powodu mego bogactwa i sukcesu" – powiedział. "Teraz Bóg zniweczył tę dumę. Jeśli nie masz ciała, to z czego masz być dumny?"
14 listopada 1977 roku,
o siódmej trzydzieści wieczorem, w swym pokoju w świątyni Kryszna-Balaramy we Vrindavanie, Śrila Prabhupad udzielił ostatniej instrukcji opuszczając ten śmiertelny świat i udając się z powrotem do Boga.
Jego odejście było przykładowe, tak jak całe jego życie. Stanowiło ono zakończenie życia wypełnionego czystą służbą oddania dla Kryszny. Na kilka dni przed odejściem Śrila Prabhupad powiedział, że daje tyle instrukcji, ile może, a jego sekretarz dodał: "Ty jesteś inspiracją". "Tak – odrzekł Prabhupad – będę nią aż do ostatniego tchnienia".
"Ostatnie tchnienie" Prabhupada było chwalebne nie dlatego, że w ostatniej chwili zrobił jakiś mistyczny pokaz, tylko dlatego, że pozostał w doskonałej świadomości Kryszny. Niczym dziadek Bhismadeva, był całkowicie opanowany, wzniosły i poważny, udzielając nauk do samego końca. Nauczał, że źródłem życia jest życie, nie materia, i pokazywał, że należy nauczać każdym tchnieniem. Liczni bhaktowie, którzy wypełnili ogromny pokój, mogli się przekonać, że aż do ostatniej chwili Prabhupad pozostał dokładnie taki sam. Nie wydarzyło się nic nagłego, co byłoby sprzeczne z tym, czego nauczał i z przykładem, jaki im dawał. Tak więc w chwili odejścia uczył, w jaki sposób umierać, zawsze polegając na Krysznie. Prabhupad odszedł w spokoju. Wieczorem 14 listopada kaviraja zapytał go: "Czy masz jakieś pragnienie?", a Prabhupad odpowiedział słabym głosem: kuch iccha nahi – "Nie mam żadnego pragnienia". Odchodził w doskonałych okolicznościach: we Vrindavanie, pośród bhaktów. Kilka miesięcy wcześniej opuściła swe ciało we Vrindavanie młoda dziewczyna, córka jednego z uczniów Prabhupada. Kiedy zapytano Śrila Prabhupada, czy powróciła do Kryszny, by osobiście z Nim przebywać, odpowiedział: "Tak. Każdy, kto opuszcza ciało we Vrindavanie, zostaje wyzwolony".
Śrila Prabhupada ki? Jay !!!!!






