Prasadam

czytane: 606 data: 2010-11-16
autor: Narasimha bhakti
Wersja do druku

„Ja jestem smakiem wody, światłem słońca i księżyca, sylabą Om w mantrach wedyjskich. Ja jestem dźwiękiem w eterze i możliwością w człowieku, o synu Kunti” (B.G)

Rancho

Bóg stworzył wieś, ludzie – miasto, to już chyba każdy zna. Życie w otoczeniu natury jest skutecznym sposobem na utrzymanie wewnętrznej harmonii myśli. Dużo czasu spędzam w podróżach, tym bardziej doceniam takie miejsca jak rancho. Tutaj każdy moment dnia jest innym zachwytem nad przejawem życia w prostocie i ciszy, która przepływa kojąco przez zmęczony umysł. Pewnie jeszcze długo nie przyszło by mi na myśl aby o tym pisać gdyby nie następujące szybko aranżacje Kryszny dla tego miejsca. Teraz, z perspektywy dostrzegam jaką rolę dla mnie zaplanował, nazwałam ten czas „placówką dyplomatyczną dla aniołków”.

Zaczęło się jak zwykle niewinnie od obiecanego spotkania po powrocie z Mayapur w ubiegłym roku. Od wielu lat już prawie nieobecna w pobliskim Gorzowie natknęłam się na koleżankę w piwniczce orientalnej, skąd aranżacja do opowieści o podróżach do Indii. Jakież zdziwienie, gdy przywiozła ze sobą jeszcze siedem osób na to sobotnie popołudnie, które każdy już miał dawno zaplanowane inaczej, bez jakichkolwiek wątpliwości zamienili swoje plany na jakąś Barbarę. Dla mnie, była to jednorazowa akcja na prasadam, ale Kryszna zrobił mi niespodziankę, chciał, żeby rozmawiać o Nim, obserwowałam przeżycia gości i ich szczerość. To był pierwszy krok na podrzucanie prasadam do miasta, lubię te reakcje ożywienia i cieszenia się z mojej domowej kuchni.

Sprawy nabrały tempa gdy do Gorzowa ściągnęła Magda, jeszcze nie jarzyłam jak kolejne działania zostaną zwielokrotnione. Magda zgromadziła wokół siebie dawnych przyjaciół i wciągnęli mnie w happening w indyjskim nastroju. Jest taka kafejka, na skwerku, w centrum miasta przy skrzyżowaniu głównych ulic gdzie co wieczór gra kapela i tak zwane potocznie przez mieszkańców „lumpy gorzowskie”, czyli pijaczki spędzali czas, wiadomo jak.

Ponieważ co wieczór brzmiała muzyka, przy której ludziczki sobie tańcowali, pomyślałam że to będzie okazja żeby dać prasadam. Młodzież wymyśliła, aby oczarować kolorami strojów więc okazało się, że ktoś jest fryzjerem, a z publiczności pojawiły się chętne damy i tak powstały kolejne inspiracje. No to mamy wstęp.

Aniołki

Woodstock jak co roku zgromadził różnych gości, poznawałam coraz to inne „aniołki” (tak nazywam środowisko ezoteryczne, osoby skupione na rozwoju duchowym podążające różnymi ścieżkami – masaże lecznicze, numerologia, bioenergoterapia, praca z energiami itp…) Coraz częściej pojawiały się prośby o wiedzę gotowania wegetariańskiego i o potrawy indyjskie. Takich mam specyficznych przyjaciół o wielkiej cierpliwości i wyrozumiałości dla mojej osoby, z nimi powstała uczta, a lekcja gotowania w domu Wioletki zaspokoiła pragnienia „aniołków”.

Kolejny etap na nowe znajomości pojawił się wraz z zajęciami jogi, z czym oczywiście zostałam zaznajomiona przez „przypadek”. Tok mojego myślenia znowu się powtórzył. Obserwowałam z podziwem poczynania Kryszny, zaczęły się nowe aranżacje – „chodzenie po ogniu”, joga w lesie, medytacje, cieszyłam się z rozanielonych min na widok prasadam. Ktoś poprosił o to co miałam w woreczku do medytacji (z Kryszną trzeba być dobrze zorganizowanym więc zawsze mam różne zapasy), no i kolej przyszła na Bhagavad Gite i Kuchnię Kryszny. Rozmyślałam, fajnie że gdy wracam na rancho mogę dalej służyć tym wspaniałym, pobożnym osobom. Kryszna zorganizował sobie własne miejsce, zaczęło się od pomocy w znalezieniu miejsca na centrum ezoteryczne w mieście, a po miesiącu powstało Surja Atelier, które traktowane jest przez „aniołki” miejscem dla każdego kto pragnie służyć innym.

Każdy wokół nas jest lustrem naszego wnętrza. Obserwuję pojawiające się osoby i gdy wywołuję radość na ich twarzach to wiem , że żyję dla miłości. Gdy prowokuję strach, żal lub smutek, to znaczy że dla tej miłości umieram. Czym się więc dzielę z innymi? – tym o czym ciągle rozmyślam, emocjami, które wyzwalam i odczuwam, także tymi nieświadomymi, głęboko upchanymi do wymazania czy zapomnienia – to działa jak rezonans. Kontakt z ludźmi to odpowiedzialność za własne myśli. Żyję pięknem, radością, dobrocią i współczuciem, a gdy wracam do bliskich sprawdzam jakie ukryte moje słabości wyświetlają.

Przepracować wszelkie własne cienie, cudze schematy, kody, programy upchane w umyśle to świadomość procesu życia z Kryszną tu i teraz. Prahlada w swojej historii z demonicznym ojcem prowadził ciągłe rozważania konfrontując tak skrajne rzeczywistości, których doświadczał. Zawsze trwał przy swoim, w raz z Kryszną, dzieląc się miłością w każdej sytuacji. Daleka historia, i ta współczesna Śrila Prabhupada rozdającego swoje życie w miłości w ekstremalnych warunkach dzisiejszej rzeczywistości. Ideał i wzorce już mamy, pozostaje tylko wiara i wysiłek, że każdy może je zrealizować.

Walentynki

Koniec roku zapowiadał się na przygotowania do wyjazdu do Indii. Czekałam na jakąś fajną promocję biletów lotniczych. Kolejna prośba o doradztwo biznesowe mnie nie zdziwiła, wprawdzie ludzie w nastroju dużych pieniędzy są obłożeni różnymi maskami i rzadko poświęcam im więcej czasu, ale wyjątki się zdarzają.

Miałam tylko pomóc przy idei promocji orientalnych mebli w bardzo uczęszczanym, ze względu na wiele dziejących się imprez, centrum handlowym. Projekt oparłam na symbolach kultury indyjskiej – miałam wizję rzeki ludzi zauroczonych muzyką, kolorem i nastrojem zaczarowanego miejsca jakim go wcześniej nie znali. Jako doradca wylądowałam na zebraniu z managerami sieci Askana. Zobaczyłam błysk w oczach zebranych, gdy przeczytali projekt i wiedziałam już, że przeliczyli swoje zyski sprzedaży. Miałam już pewność zrealizowania swoich planów. Główna siła oddziaływania – scena z przeplatanymi blokami muzyczno-tanecznymi, joga oraz włączenie w te działania odwiedzających. Następnie sektory dla przebrania w stroje indyjskie, miejsce dla dzieci z przewidzianymi dla nich zajęciami, sektor na spotkania i rozmowy, stanowisko dla tworzenia mandali oraz, najważniejsze dla mnie – prasadam. Padła propozycja daty na walentynkowy weekend i wszystko co potrzebuję do przeprowadzenia akcji.

Wiedziałam, że zmierzę się z ludźmi, których nie znam i nigdy takiej imprezy nie robili. Trzeba było połączyć różne środowiska i interesy. Cóż, ja mam być tylko gotowa do działania, wszystkim zajął się Kryszna. Zrezygnowałam z wyjazdu do Indii i każdy dzień z miesiąca jaki miałam na przygotowanie poświęciłam na pracę z każdą osobą biorącą udział w tym przedsięwzięciu. Resztę zostawiam zdjęciom do pokazania ponieważ moją intencją jest podzielić się z wami radością bycia na co dzień z Kryszną.
Chociaż zima zasypała wszystko w kraju śniegiem, do odważnych świat należy i ekipa białostocka przyjaciół - Hanuman, Marta, Brahma, Andrzej i Adaś stała się filarem prasadam.

Klara pięknie zatańczyła i swoją siłą pragnienia ściągnęła rodziców za co bardzo jej dziękuję, Mahavisnu Priya dojechała z Bombaju, dowodził nami Tiksnarupa – uniżone pokłony.

„Aniołki” wykonały ciężką pracę jak wielcy bhaktowie, a wszyscy uczestniczyli w świecie radosnej dobroci. Wyniki handlowe brzmiały – dwadzieścia tysięcy odwiedzających, a nasze – osiemset porcji prasadam oraz specjalne prasadam dla obsługi imprezy.
Nastrój tego wydarzenia pozostawiam do waszych własnych wyobrażeń, każdy kto angażuje się w służenie bliźniemu może przełożyć to na odczucia swoich doświadczeń.

Muzycznie Mana Mana

Przyznam, że to wydarzenie muzyczne przerosło moje doświadczenia. Muzyka jest we wnętrzu i ciągle gra. Im częściej się w nią zagłębiam, tym bardziej pragnę ją rozpoznać, aż do ostatniej nutki wiedzy.

Zaczęło się od Magdy koncertów, które pokazały mi jakie jest środowisko młodych w mieście. Ci, którzy poszukują miejsc dla wyrażenia swoich możliwości i talentów szukają siebie poprzez muzykę.

Klub Mana Mana, nazwałam to miejsce „stajnią instrumentów”, prowadzony przez młode małżeństwo. Przemek jest również instrumentalistą. Można tu przechowywać swój instrument lub przyjść i zagrać w dowolnej chwili. Taki nastrój powoduje, że młodzi chętnie się otwierają. Więc wymyśliłam, że wypełnię tę piwniczkę prasadam, pokażę trochę zdjęć i posłuchają mantr. To co mnie powaliło, to że gdy popłynęła maha mantra z dźwiękami harmonium, Przemek chwycił za gitarę, a pozostała młodzież dołączyła jakby zawsze to był przewodni motyw muzyczny klubu. Przez cały wieczór, do późnej nocy maha mantra rozbrzmiewała jam session, koncert jakiego nie można sobie wyobrazić bez własnego udziału.

Może zdjęcia oddadzą zatrzymane na chwilę emocje w kadrze. Tego wieczoru zrozumiałam moją radość z tej wieloletniej wędrówki z Bogiem przez kościół do Kryszny. To moje dziecięce zaufanie, że prowadzi mnie ciągle za rękę znalazło teraz odwzajemnienie w tych małych i wielkich niespodziankach jakich doświadczam.

Zobacz Galerie pt. "Rancho" 

Zobacz Galerie pt. "Bombay paty" 

Zobacz Galerię pt. "Aniołki"

Zobacz Galerię pt. "Klub muzyczny" 

Zobacz Galerię pt. "Galeria Askana" 

KOMENTARZE 



foto galeria

Spotkanie z Kulturą Starożytnych Indii -Wrocław 19.05.2012

Na forum

Spotkanie z Kulturą Starożytnych Indii -Wrocław 19.05.2012
Zobacz najnowszy postinfo
madhava
wczoraj, o 22:54

Podsumowanie akcji "Harinam dla każdego" maj 2012
Zobacz najnowszy postinfo
madhava
wczoraj, o 22:47

Prośba o wsparcie "Serwer Harinam.pl 2012"
Zobacz najnowszy postinfo
REDAKCJA
wczoraj, o 13:07

akcja "Harinam dla każdego" - edycja maj 2012
Zobacz najnowszy postinfo
REDAKCJA
wczoraj, o 11:45

Sławni wegetarianie
Zobacz najnowszy postinfo
Purnaprajna
wczoraj, o 10:47

Wyszukiwarka



online: 7