Robić swoje... czyli zwycięstwo nie jeden ma smak
|
czytane: 411 data: 2008-05-17 autor: Madhava Bhagavan das |
Wersja do druku |
![]() |
14tego maja odbył się w Złotoryji program otwarty gościem specjalnym programu był Śrila Prahladananda Swami. Program odbył się w hali sportowej „Tęcza”.
Tak naprawdę wszystko zaczęło się dużo wcześniej. Kilkanaście dni przed programem otwartym w Złotoryji odwiedził mnie Dvarakacyuta dużo rozmawialiśmy, o tym co w życiu, o relacjach międzyludzkich, z reszta nie widzieliśmy się kawał czasu, nadrabialiśmy zaległości w rozmowach. Dvaraka jest moim bratem duchowym i w jego towarzystwie zawsze czuję się jak w towarzystwie dobrze życzącego mi starszego, mądrzejszego brata. Gdy wychodził powiedział:
- Jadę załatwić sale na program otwarty z Maharajem w Złotoryji. Jadę osobiście bo do Domu Kultury nie mogę się dodzwonić.
Ucieszyłem się bo wcześniej Dvaraka poprosił mnie o pomoc przy tym programie, więc z uśmiecham powiedziałem:
- Powodzenia, cieszę się ze będziemy mogli razem coś zrobić, lubię jak dajesz mi możliwość zrobienia czegoś wartościowego.
Minęło kilka godzin i dzwoni Dvaraka:
- Madhava w Domu Kultury termin im nie pasuje – powiedział Dvaraka, ale pomimo tej informacji był nad wyraz ożywiony.
- Nie będzie programu? – zapytałem z niepewnością w głosie
-Zadałem sobie to samo pytanie wychodząc z Domu Kultury, pomyślałem sobie, że chyba już się starzeje albo co, nie mogę nawet załatwić sali, postanowiłem nie odpuszczać i zapytałem przechodzącego chłopaka czy tu w Złotoryji jest jakaś sala do wynajęcia i to była aranżacja odesłał mnie do hali sportowej „Tęcza” . Co sadzisz o hali sportowej Madhavo? – zapytał Dvaraka
-Z Tobą Dvarako walczę gdziekolwiek by to nie było. Łatwo jest walczyć gdy wszystko jest takie jak się chce, jeśli tylko będziesz mnie chciał jestem z Tobą.
Tak czy inaczej Dvaraka zgodził się użyć mnie w swojej misji. Dvaraka urzekł mnie po raz kolejny i pokazał wielkość Waisznawy i prawdziwość stwierdzania – „pragnienie jest możliwością” . Jeśli czegoś bardzo mocno się pragnie, to jak powiedział Paulo Coelho w „Alchemiku” , cała rzeczywistość działa na nasza korzyść. Ja w to wierze, nie raz się o tym przekonałem , jeśli pragnienie jest czyste, to nic nie jest wstanie zatrzymać realizacji tego pragnienia. Prędzej czy później spełni się, to tylko kwestia czasu.
Minął czas jakiś i pojechaliśmy razem z Dvaraką plakatować Złotoryję i rozdawać ulotki na mieście, super akcja!!! Rozdaliśmy około 3000 ulotek, wykorzystanych zostało 40 plakatów, krótko mówiąc zalaliśmy propaganda miastoJ.Do tego Dvaraka powiedział, że Rupa Goswami Prabhu codziennie wychodzi na sankirtan sprzedawać książki i też będzie rozdawał ulotki. Pomyślałem pełny profesjonalizm, i może to jakąś aranżacja z ta hala sportową, bo jak przyjdą tłumy, to nie będzie problemu.
W dzień programu razem z Radhiką, moja żoną, zrobiliśmy zakupy na gotowanie, pomyślałem hala sportowa , profesjonalna reklama, trzeba ugotować właściwie, zapytałem Radhiki:
- Czy 27 litrów warzyw starczy? Może mało?
- Jesteś pewny to wielki gar? – powiedziała Radhika
- Myślisz ,że za dużo? Ja się martwię, żeby starczyło.
- Jeśli tak czujesz, niech tak będzie, zróbmy 27 litrów warzyw.- swoim stwierdzeniem Radhika przypieczętowała plan działania.
Ok. 15tej ja, Radhika i 27 litrów warzyw, zapakowanych w wielki gar ruszyliśmy do Złotoryji przed 15.30 dojechaliśmy na miejsce. Z okien samochodu wiedzieliśmy bhaktów w śpiewających Maha-mantre, piękny widok. Wypełniają się słowa Pana Gaurangi .”.w każdej wiosce, w każdym mieście...”
Po jakimś czasie wszyscy bhaktowie zjechali się pod hale sportowa „TĘCZA” i zaczęli rozpakowywać samochody z rzeczy potrzebnych do przygotowania sali na powitanie gości. Madhumangal dzielnie próbował uporać się z nagłośnieniem , Rasa Tattva z Nisantą skrupulatnie układali swój sklepik, bo jak to powiedział Śrila Prabhupada: „ Ksiażki są podstawą”. Reszta bhaktów ustawiała przenośna scenę , przygotowana specjalnie na ta okazjęJ.
W miedzy czasie podszedł do mnie Dvaraka i mówi:
- Wiesz na mieście ktoś pozrywał większość naszych plakatów, mam nadzieje, że pojawia się goście.
Dvaraka nie wyglądał jakby żartował, popatrzyłem w stronę dużego garnka w którym było 27 litrów warzyw i próbując pocieszyć siebie i Dvarakę powiedziałem:
-przecież były ulotki, które codziennie Rupa Goswami Prabhu rozdawał na sankirtanie może nie będzie tak źle...
Dochodzi 17ta gości raptem może 10 osób, reszta to bhaktowie w liczbie ok. 30 osób. Jedzenia nagotowane jak na sto osób, oprócz moich 27 litów warzyw, ryż w nie małej ilości, do tego słodycze, które zrobiła Nisanta oraz Danada Gopi z Candrika i cała rodzina. Poza tym dal i czipsy przygotowane przez Subhadrę Mataji. Powiem szczerze prasadam jak na duży festiwal.. a tu 10 osób.
W pewnym momencie na sale wszedł Prahladananda Swami, zagrał piękny bhajan i dał naprawdę ciekawy i prosty wykład. Maharaja zupełnie nie był przywiązany do tego ile jest osób po prostu robił swoje, i wydaje mi się, że to przynajmniej dla mnie była najgłębsza realizacja tego dnia. Nie rozglądać się, nie kalkulować, po prostu robić swoje. To ostatecznie Kryszna decyduje, jaki będzie rezultat naszych działań, czasem nawet profesjonalna reklama nie wystarcza...
Po wykładzie był quiz z nagrodami i prasadam J. Gdy podszedłem do garnka z warzywami pomyślałem, ta rajta się do jutra, wyrzeknie a na dodatek jutro jest ekadaszi, ale co będzie to będzie. W międzyczasie do tego samego stolika z prasadam podeszła Madana Mohana Mohini by pomóc w dystrybucji, i jak zobaczyła garnek z warzywami powiedziała:
- Nie jest tego aż tak dużo, wszystko zejdzie- mówiąc to uśmiechnęła się
Nie wiedziałem czy uśmiecha się żeby dodać mi otuchy, czy śmieje się sama z tego co mówi- pomyślałem- to miłe, że próbuje być dobrej myśli, ale to nie jest możliwe, żeby wydać tyle jedzenia!!! Kolejny raz zabrało mi wiary w bhaktów i zrozumiałem dobitnie że niemożliwe pochodzi ze słownika głupców, jak zwykł mówić Śrila Prabhupada.
Wszystko zostało zjedzone!!!! Nie wiem jak to się stało, to wbrew wszelkiej logice, normalnie mistyka!!!! Wszyscy brali tacki z prasadam i w końcu zjedli wszystko. Taki mały cudJ.
Ten program miał w sobie coś niezwykłego, od początku Kryszna sprawdzał determinacje w działaniu i myślę, że się nie zawiódł walka była do końca. Została spełniona naprawdę wielka ofiara, która jest Yuga Dharmą, było intonowanie Świętych Imion, przekazana została w czysty sposób filozofia wedyjska od naprawdę bardzo zaawansowanej osoby – Śrila Prahladanandy Swamiego. Rozdane zostało prasadam czego można więcej chcieć. Co do frekwencji, to patrząc zewnętrznie, ktoś mógłby powiedzieć tyle wysiłku, dla garstki gości. Patrząc jednak z perspektywy duchowej każdy odniósł korzyć, Ci którzy pomogli szerzyć ruch Pana Gaurangi i Ci którzy przyszli w charakterze gości. Kto wie może dla tych ludzi, którzy przyszli to była unikalna szansa by doświadczyć świata duchowego, by zbliżyć się do możliwości powrotu do niego...
Prawdziwe zwycięstwo zazwyczaj odnosi się wewnątrz siebie, bo to co na zewnątrz często bywa przemijające i ostatecznie i tak zostanie zdyskredytowane, szczególnie w obliczu lepszych rezultatów innych osób w przyszłości.






