Zaciśnięte pieści w geście zwycięstwa... czyli kolejny program otwarty

czytane: 408 data: 2009-03-05
autor: Madhava Bhagavan das
Wersja do druku

Chyba każdy z nas ma w głowie taką listę filmów, które w jakiś sposób zrobiły na nim wrażenie, filmów niekoniecznie ambitnych, ale takich wewnętrznie ważnych. Takich, co sprawiły, że po ich oglądnięciu coś w środku drgnęło. Kinematografia, jeśli właściwie się do niej podejdzie, może zaoferować coś niezwykłego, mianowicie spojrzenie cudzymi oczyma na różne kwestie, czasem bardzo istotne. Nie trzeba czegoś doświadczać samemu, wystarczy obejrzeć film i wyciągnąć wnioski.

Dla mnie jednym z ważniejszych filmów jakie widziałem w ostatnim czasie jest film w reżyserii Franka Millera pt. „300tu Spartan”. Film o wartościach, o determinacji, o oddaniu się całym sercem jakiejś sprawie dla dobra innych, i o tym że warto mieć zasady i się ich trzymać, bo wtedy nawet jak się umiera, to odchodzi się z tego świata jako wolny człowiek. 300 wojowników spartańskich dzięki swojej determinacji było wstanie powstrzymać 20to tysięczną armię perską i gdyby nie intrygi mogliby zmienić bieg historii. Ten film pokazuje, czym jest determinacja, nieustraszoność, właściwie dobrana, mogąca polegać na sobie drużyna wojowników oraz genialny przywódca.

Śrila Prabhupada pokazał swoim życiem, czym jest nieustraszoność i determinacja w walce o każdą żywa istotę. Urzekające są opisy tego, jak bardzo Śrila Prabhupada był dobry dla wszystkich napotkanych osób. Osobiście zajmował się tak wieloma osobami nie dlatego, że szukał zwolenników, po prostu widział cierpienie i starał się mu zapobiec tak bardzo, jak to było możliwe. Zawsze bez żadnych kompromisów. Kiedyś Śrila Prabhupada powiedział bardzo piękne i znaczące słowa: „..założyłem ten ruch Świadomości Kryszny po to, by wszyscy mogli czuć się szczęśliwi...” Wypowiedź tą przytacza jeden z jego bezpośrednich uczniów w filmie pt. „Wspomnienia o Śrila Prabhupadzie”. Szczęście to było to, co Śrila Prabhupada chciał widzieć, i był nie ugięty w próbach dawania tego szczęścia innym.

28.02.2009r to dzień, w którym kontynuatorzy misji Śrila Prabhupada podjęli wyzwanie prawie jak 300tu.Postanowili zmierzyć się z całym światem... materialnym, czy jak kto woli z jego przejawieniem zwanym iluzją dla dobra tak wielu niewinnych osób. Iluzja to nie byle jaki przeciwnik, to doskonale wyszkolona „machina” do zwalczania rebeliantów. Ma ona do zaoferowania praktycznie wszystko dla każdego. Łamała już generałów bez większego wysiłku, więc wyzwanie było poważne . Kto jej nie docenia prawdopodobnie już stoi po jej stronie. To tylko kwestia czasu aby to zobaczył. Tak więc bitwa musi być przemyślana.
Miejsce akcji Wrocław, a konkretniej wrocławski „Pałacyk” na ulicy Kościuszki, godz. 17ta. Tu odbędzie się potyczka, mogąca zmienić tak wiele i dać szansę zrozumienia tym, którzy przyjdą w niej uczestniczyć lub po prostu oglądać, jak może wyglądać życie alternatywne do życia pełnego oszustw, wykorzystywania, manipulacji i cierpienia. Każdy z przybyłych będzie się mógł przekonać chociażby w niewielkim stopniu, że istnieje życie dające ukojenie, zbudowane na fundamentach szczęścia płynącego od wewnątrz. Życie będące spełnieniem, wyrwaniem się z kajdan iluzji.

Przygotowania do konfrontacji z iluzją podjęte zostały kilka dni wcześniej. Zaproszona została publiczność (ulotki i plakaty, jak zwykle w sprawdzonym składzie, więc wszystko poszło sprawnie. Pozdrowienia dla wszystkich kolporterów).

Dowódca, wiadomo, musi wykazywać cechy wybitne, więc chyba nikt nie ma cienia wątpliwości, kto stanął na czele falangi. Jedyny w swoim rodzaju, nieustraszony strateg, wojownik którego sława obiegła już 3 światy, z dumą pochwalę się, że to mój brat - Dvarakacyuta Prabhu. Zawsze łagodzący napięcia, dodający otuchy, postać wielkoformatowa. Służenie pod jego dowództwem wielu uznaje jako wyróżnienie. Ja również czasem mam to szczęście, jeśli dostanę powołanie wałczyć w szeregach dowodzonych przez Niego i powiem szczerze, nie znam zbyt wielu tak wartościowych osób. Dvaraka urzeka mnie tym, że on nigdy nie wykorzystuje swojej pozycji, wręcz przeciwnie zawsze stara się stanąć w cieniu kogoś, kto potrzebuje docenienia, daje szansę tym, co chcą błysnąć z próżności czy chęci dowartościowania się, rozumie potrzeby innych i nie jest na nie głuchy. Zajmuje się na programie otwartym wszystkim od łagodzenia napięć do wyrzucania śmieci, a w miedzy czasie załatwia rzeczy niemożliwe.

Do pomocy ma swojego adiutanta Rameśwara, planistę rozmiłowanego w spisywaniu wszystkiego i dbającego, by wszystko szło zgodnie z planem. Bardzo wyjątkowa osoba, wiele bitw stoczyliśmy wspólnie z Rameśwarem ramię w ramię i każda z nich była dla mnie ważnym przeżyciem. Cenię go ogromnie. Powiem najszczerzej na świecie, bez cukrowania, w jego towarzystwie zawsze czuję się zainspirowany do życia duchowego. Niewiele jest takich osób w moim życiu. Czasem wiadomo są różnice poglądów, ale to tylko nas wzmacnia. Na potyczkę w Pałacyku zjawił się bez wahania.

Mówiąc o tych co zawsze są pod bronią i gotowi są do walki z iluzją, nie sposób nie wspomnieć o Gaurangdze z Wałbrzycha, z którym zjedliśmy nie jedno wiadro makaronu , nie tylko przed bitwą. Zawsze na pierwszej linii ognia. Harinamy to jego życie. Oddania dla Kryszny mógłby mu nie jeden sanjasin pozazdrościć. Kto go zna, ten wie o czym mówię.

Oprawa muzyczna całej batalii zazwyczaj zarządzana jest przez Dayala Candrę Prabhu, rozmiłowanego w pieśniach gloryfikujących Pana Krysznę, dbającego o atrakcyjność prezentowanych treści, grającego na harmonium i prowadzącego bhajany i tym razem nie było inaczej. W Pałacyku towarzyszyli mu Dvarakacyuta Prabhu – klarnet, Akilestada – mrdanga, Audaria – chórki, Haricaran – kartale i to co ujęło mnie najbardziej- skrzypce, na których grała bhn. Moona. Akompaniament skrzypiec stworzył niezwykły, niepowtarzalny i kameralny klimat. Dla mnie mistrzostwo świata.

Niezwykły doświadczeniem była też ceremonia arati, która przeprowadziła dla przyjemności Śri Śri Gaura –Nitay i pomyślności wszystkich Abhedia Mataji. Arati zawsze jest dla mnie mistycznym doświadczeniem. Wszystkie żywioły ofiarowywane są Kryszynie jako kontrolerowi wszystkiego...piękne
Kuchnią tym razem dowodziła Nisanta we współpracy z Baladevą.I na tą potyczkę przygotowali proste i wzniosłe dania o wyszukanym smaku, by wzmocnić wojowników oraz by pokazać wszystkim przybyłym jak dobrze i zdrowo można jeść by mieć silę do walki.

Rasa Tattva jak zwykle przy stoliku z książkami, przyprawami i tysiącami innych indyjskich rzeczy. Niezwykła jest jego determinacja, a entuzjazm niedościgniony w swojej służbie.
Córka Nisanty i Rasa Tattvy, Kisiori, też za każdym razem dzielnie bierze udział w takich akcjach. Tym razem również wspomagał jak potrafiła, prezentując taniec indyjski.

Stroną filozoficzną i zaprezentowaniem wszystkiego, czym jest iluzja np. w postaci identyfikowania się z tym ciałem, zajął się Bhaktavasa Govinda Prabhu i zrobił to w bardzo nowatorski i interaktywny sposób. Było to bardzo trafione posunięcie. Wiele osób zaangażowało się w dyskusję, poruszając bardzo ciekawe i głębokie kwestie.

Po części filozoficznej przyszedł czas na prezentację multimedialną, którą komentarzem opatrzył Gauranga Avatar. W między czasie Baladeva, Ania, Paulina i Radhika stworzyli zespół serwujący przepyszne prasadam. Goście słuchali opowieści Gaurangi Avatara i zajadali się smakołykami.

Czytając to wszystko ktoś zadałby pytanie: i co w tym wielkiego? Od niepamiętnych czasów ludzie się spotykają, słuchają jakiejś muzyki czy prelekcji, jedzą itd., Gdzie tu miejsce na walkę, po co to całe bicie piany o nieustraszoności, determinacji, odwadze, potędze przeciwnika? Patrząc na to z punktu widzenia materialnego, rzeczywiście można by mieć wątpliwości, czy te działania są czymś ważnym.

Jednak gdy po skończonej potyczce (programie otwartym) przychodzi ktoś i mówi: ”.. dziękuję, to było niezwykłe przeżycie, czułem coś wyjątkowego, a obserwując wasze poczynania zaczynam wierzyć, że to co robicie ma wartość, bo dajecie ludziom kilka kolorowych chwil w tym szarym życiu...”

Tutaj właśnie przechodzimy do meritum sprawy. Dla niektórych przybyłych gości będzie to mile spędzony czas, dla bardziej wnikliwych okazja do zastanowienia się, o co chodzi w tym świecie. Ale pojawią się też tacy, co przyjmą to wszystko co zobaczyli za drogę, którą można iść, bo jest to dla nich jakąś alternatywą wobec tego, co ich otacza.
I nie ma tu przesady w porównaniu tego, co się wydarzyło we wrocławskim Pałacyku do wyczynu 300tu. Myślę, że jest to nawet coś więcej, bo przewaga świata materialnego nad kilkoma bhaktami jest miażdżąca. Niełatwo dać całego siebie dla innych, służyć innym, gdy samemu pragnie się honorów i wyróżnienia. Jednak pamiętając słowa Śrila Prabhupada : „..założyłem ten ruch Świadomości Kryszny po to, by wszyscy mogli czuć się szczęśliwi...”, nie ma odwrotu. Pojawia się siła i chęć, by zawalczyć całym sobą o chociażby jeden uśmiech wynikający z kontaktu czyjegoś serca z kultura duchową. Może wspomnienie tego momentu uratuje komuś kiedyś życie. Znam wiele takich historii... czy można przejść obok tego obojętnie? Chyba tylko wtedy, gdy ma się serce z kamienia...

PS. Frekwencja na tym program była imponująca, przyszło ok. 100 osób

Zobacz Galerię 

Komentarze



foto galeria

Spotkanie z Kulturą Starożytnych Indii -Wrocław 19.05.2012

Na forum

Spotkanie z Kulturą Starożytnych Indii -Wrocław 19.05.2012
Zobacz najnowszy postinfo
madhava
wczoraj, o 22:54

Podsumowanie akcji "Harinam dla każdego" maj 2012
Zobacz najnowszy postinfo
madhava
wczoraj, o 22:47

Prośba o wsparcie "Serwer Harinam.pl 2012"
Zobacz najnowszy postinfo
REDAKCJA
wczoraj, o 13:07

akcja "Harinam dla każdego" - edycja maj 2012
Zobacz najnowszy postinfo
REDAKCJA
wczoraj, o 11:45

Sławni wegetarianie
Zobacz najnowszy postinfo
Purnaprajna
wczoraj, o 10:47

Wyszukiwarka



online: 6