Lotnisko, czyli kolejny Program Otwarty w NOT-cie
|
czytane: 391 data: 2010-11-04 autor: Rupa Manjari dd |
Wersja do druku |
![]() |
Byliście kiedyś na lotnisku, albo na dworcu? Poszliście tam kupić sobie coś, pooglądać wystawy, zjeść coś w restauracji, pobawić się, przeczytać gazetę, czy raczej staraliście się stamtąd jak najszybciej przemieścić do innego miejsca podróży?
Powiedzmy sobie szczerze - lotnisko nie jest miejscem przeznaczonym do czytania czy oglądania TV. Podobnie ma się rzecz z naszym życiem, chcemy, czy nie, Kryszna przypomina nam ( athato Brahma jijnasa - teraz jest czas na dociekanie, kim jestem ), że osiągając tę ludzką formę życia nadszedł czas na decyzję - lecisz tam czy tam? Ta tak rzadko osiągana forma ludzka nie jest naszym miejscem docelowym. Jeśli mieliśmy to niebywałe szczęście, że poinformowano nas, skąd jest odlot , dano nam bilet i tylko kazano iść w odpowiednim kierunku, to wydawałoby się, że już jesteśmy u celu. Niestety, po drodze jest tyle miłych dla oka atrakcji, towarów bez cła, luksusów, których dotąd nie widzieliśmy.
Pamiętam, jak sama kiedyś byłam urzeczona lotniskiem we Frankfurcie. Były lata 80-te i takich widoków jak tam u nas w Polsce nie było. Mimo to do głowy by mi nie przyszło, żeby zamieszkać na lotnisku. Więc skąd we mnie taki zapał budowania ostoi życiowej na lotnisku ŻYCIE?
Mam jednak to szczęście, że ktoś mi przypomniał o moim prawdziwym powodzie przyjścia na to lotnisko. I znowu mi się tu bardzo spodobało. Kiedy tak sobie siedziałam w okopach życia, gdzie jest "przytulnie i bez przemęczania się" nagle pojawili się ludzie z tabliczką z napisem HARINAM. Przypomnieli wszystkim tym, co się rozsiedli wygodnie w restauracji, że ich samolot zaraz odlatuje.
Dziękuję wszystkim z grupy HARINAM, którzy są Grupą Operacyjną Pan Caitanji i pokazują, że czas się zbierać. Oni nie tylko wiedzą gdzie iść. Oni zabierają po drodze kogo się da. Robią to naprawdę skutecznie i z takim entuzjazmem, że gdzieś po drodze udało im się wyciągnąć mnie z zacisza miłej restauracyjki. I wiecie co? Otworzyli mi oczy! Powróciłam do życia! Poczułam wszystkimi zmysłami, odnalazłam zagubioną gdzieś po drodze EKSTAZĘ!
To, co robi grupa HARINAM, jest wielkie. Może żadna z tych osób nie czuje sie wielka i wybitna, ale są wybitni. Minął już czas bicia w mrdangi za wybitne osiągnięcia poszczególnych osób i nagle żal nam poświęcać swój czas i energię dla Kryszny. Może to i dobrze? W tej pracy zespołowej jest małe ryzyko promowania własnej osoby i czerpania przyjemności z faktu, że " to jest moja zasługa". Nikt nie ogłasza wyników ilości obranych ziemniaków, przesuniętych stołów, rozlepionych plakatów, wysłanych zaproszeń , złożonych dotacji i poświęconego czasu wolnego. Nie ma satysfakcji z bycia kimś wielkim. Ale jest coś, czego nie można porównać z żadnym wielkim osiągnięciem nawet dla Kryszny. To jest SŁODYCZ czerpana ze służby dla Pana Caitanji.
Tej ekstazy nie trzeba szukać daleko. Nie trzeba daleko podróżować, kupować kolejnych "pocieszaczy". Wystarczy popatrzeć, jak wielu jest chętnych, by słuchać o Krysznie .... chociaż jeszcze tak mało tych, którzy chcą Go dawać.
Dziękuję wszystkim, którzy angażują się w dawanie Kryszny innym.
Rupa Manjari dd






