Wizyta u Trisamy czyli duchowe wczasy Marcina i Asi
|
czytane: 1743 data: 2007-05-21 autor: Bh.Martinus |
Wersja do druku |
![]() |
Prawie siedmiogodzinna podróż minęłą dosyć przyjemnie – prowadziliśmy z Asią auto „na zmianę” stąd nie odczuwaliśmy takiego zmęczenia. Poza tym odkryliśmy nową drogę do Wałbrzycha omijając wszystkie większe miasta. Przejeżdżając przez kilkanaście wiosek stwierdziliśmy, że są jeszcze w Polsce piękne miejsca. Mijając przydrożne kapliczki odczuwałem większą pobożność ludzi mieszkających z dala od miejskiego szumu i pogonią za pieniędzmi. Tak więc dotarliśmy na miejsce w dobrych nastrojach. Trisama jak zwykle ciepły i serdeczny powitał nas w swoim domu serwując na dzień dobry przepyszne prasadam przygotowane przez Vraję :) Bardzo chciałem przez te kilka dni odpocząć od przyjmowania większych ilości prasadam, ale pokusa była zbyt wielka :) Dodam, że z niejednego garnka próbowałem już łaski Pana Kryszny, ale to co zrobiła Vraja z kapustką to mistrzostwo wszechświata! Po południu udaliśmy się do >>Govindy<< na program. Trafiliśmy akurat na seminarium „Zasady i etykieta Vaisnava w Świadomości Kryszny” które prowadzi Trisama Prabhu. Niebawem na www.harinam.pl pojawi się ten wykład w wersji elektronicznej. Naprawdę warto tego posłuchać. Spotkanie odbyło się w luźnej i bardzo przyjaznej atmosferze. Rozpoczęło się słodkim bhajanem który prowadził Amrita Ananda ( pierwszy raz widziałem jak tak pięknie śpiewa), później stery przejęli w kolejności Gauranga Awatar i Trisama. Wałbrzyscy Bhaktowie są wspaniali – czułem się jak w domu – jednym słowem mój klimat. Po wykładzie Gauranga Awatar poprowadził kirtan – wszyscy bez wyjątku popłynęli… Jako, że zawsze spotykają mnie różne ciekawe „przygody” tym razem również nie mogłem sobie odpuścić. Próbując w kirtanie „przestawić” ciężki vyasasan naraziłem się na kontuzję nogi i dolegliwości z tym związane odczuwałem przez cały pobyt. Karma pojechała ze mną do Wałbrzycha i dała o sobie znać :) Na szczęście moja żonka oraz Trisama na zmianę bombardowali obolałą stopę reiki i dzięki temu skończyło się na stłuczeniu.
Dzień następny – niedziela. Pobudka, prysznic, intonowanie w jednym pokoju z Bóstwami. Rozpoczęliśmy kolejny świadomy Kryszny ( dzięki wspaniałym bhaktom ) dzień. Krótko po śniadanku pakujemy się do auta i jedziemy do Wrocławia. Cel – Nowe Navadvipa – Świątynia. Przed południem rozpoczynają się kolejne zajęcia z kursu bhakti jogi. Mam przyjemność w nich uczestniczyć, gdyż do tej pory ze względu na odległość moje uczestnictwo w kursie odbywało się jedynie przez Internet. Głęboko zrealizowałem, że szkolenie się przez Internet nigdy nie jest tym samym co „prawdziwe” uczestnictwo w zajęciach. Fajnie było poznać Wielbicieli, których do tej pory znało się jedynie ze szklanego ekranu. Po kursie zostaliśmy w Świątyni na programie oraz… uczcie :) Spotkania ze starymi i nowymi znajomymi, „panelowe” rozmowy o Krysznie czyli wszystko to co najlepsze. Czas jednak mijał i późnym popołudniem zapakowaliśmy się do auta w składzie powiększonym o wspaniałą duszę – Ramesvara Prabhu. Jest to bardzo niezwykłe, że Kryszna pozwala mi tak często spotykać osoby, które są mi szczególnie bliskie. Tak więc w składzie Trisama, Ramesvar, Vraja, Asia i ja ruszyliśmy z Wrocławia do … Jawora! Po drodze zwracaliśmy szczególną uwagę na żółte pola rzepaku. Otwieraliśmy okna i krzycząc „Miodek! Miodek!” wąchaliśmy unoszący się wszędzie zapach kwiatów rzepaku :) Nie da się tego opisać – głupawka i klimacik :) Do Jawora zajechaliśmy późną porą. Mimo, iż przyjechałem tutaj drugi raz w życiu poczułem się tak jak w domu. Taki jest dom Madhavy i Radhiki. Od nich, od wszystkich „jaworowych” Wielbicieli bardzo dużo się uczę i to, że mogłem tutaj być odbieram jako wielką łaskę. Madhava poprowadził wspaniały bhajan. Była to jedna z tych chwil, które pamięta się do końca życia. Wyjeżdżając żałowałem, że byliśmy tutaj tak krótko, jednak z drugiej strony lepiej krótko niż wcale. Późną porą wróciliśmy do Wałbrzycha. Byliśmy chyba zmęczeni bo nie pamiętam co się jeszcze działo…
Poniedziałek. Cieszę się, że tutaj jestem. Trisama po porannej puji musiał pójść do pracy. Wcześniej rano zdążyliśmy odbyć rozmowę. Poczułem, że nie przyjechałem tutaj przypadkowo. Zarówno na kursie jak i podczas mojej rozmowy z Trisamą dostałem odpowiedzi na pytania, które leżały mi „na wątrobie”. Kryszna działa w tak wspaniały sposób, że czasami jest to wręcz namacalne… Tego dnia odwiedziłem Wałbrzyski szpital ( nie będę opisywał tego co się tutaj działo – ale lepiej nie chorujcie bo służbę zdrowia mamy w nie najlepszej kondycji ) Realizacja jedna – ten świat nie jest naszym domem. Jeśli ktoś tego nie zrealizował wycieczka po pierwszym lepszym szpitalu nieźle może to uświadomić. Postanowiliśmy tego dnia się wykazać i ugotować coś dla Kryszny. W domu Trisamy czuję się jak u siebie więc tym bardziej gotowało się super. Dojechała do nas Basia, która niedawno wróciła z Indii. Dzięki niej oraz jej operatorowi telefonicznemu miałem przyjemność pogadać z Mahasringą. Ten wszystkim dobrze znany Wielbiciel potrafi przez kilka chwil przez telefon niezwykle zainspirować do bycia świadomym Kryszny, do bycia po prostu dobrym człowiekiem. Po południu jedziemy do Walimia, gdzie jutro ma odbyć się ślub wedyjski. Zwiedzamy okolice, min. Szczawno-Zdrój, gdzie po wypiciu ogromnej ilości wody leczniczej wpisaliśmy się do księgi pamiątkowej ;) Wieczorem rozmawiamy o Krysznie oraz oglądamy… „Władcę Pierścieni” Tutaj nawet najwięksi padli na twarz – nikt nie dotrwał do końca filmu. Sen nas załatwił.
Wtorek – Nrisimha Caturdasi. Niezwykłe Święto – Dzień pojawienia się Pana Nrisimhadeva. Rano udajemy się z Asią do baru >>Govinda<< „poprzeszkadzać” w przygotowaniach do ślubu. Przed południem pakujemy się w piątkę do auta ( Trisama, Mandakini, Vraja oraz my ) i jedziemy do Walimia. Tutaj Bhaktowie pracują w przygotowaniach do ślubu. Piękna sceneria – góry, słoneczko, zielona trawka. Para młoda to Gargacaria Prabhu oraz Dharmapala Matami. Wyglądają pięknie. Zjawiają się goście weselni, są prezenty, kwiaty. Niektórzy z gości dziwnie patrzą na bhaktów biegających w strojach vaisnava :) Ceremonię prowadzi Trisama Prabhu. Rozpoczyna krótkim przemówieniem do gości, tłumaczy, co się za chwilę odbędzie. Następnie krótki wykład Tiksna Rupy Prabhu dotyczący ślubu oraz Święta. Długo można by się rozpisywać nad tym co się działo. Jednym słowem było pięknie – zobaczcie zdjęcia. Po ślubie część druga – Nrisimha Caturdasi – abishek dla Pana Nrisimhadeva. Wszystko świetnie przygotowane, każdy miał możliwość wykąpania Pana Boga w tej wspaniałej formie. Po tej ceremonii przenieśliśmy się razem z gośćmi do domku aby rozpocząć honorowanie weselnego prasadam :) Biorąc pod uwagę post do zachodu słońca obowiązujący w Nrisimha Caturdasi, kiedy tylko słońce schowało się za górami ;) do uczty nikogo nie trzeba było specjalnie namawiać :) Uczta przewspaniała – Bhaktowie oraz goście weselni zachwyceni Kryszna Prasadam. Kolejny raz doświadczam, że jest to wspaniały sposób duchowej realizacji. Późną porą wracamy do domu. Rozmawiamy do wyczerpania zapasów energii w naszych ciałach. Czas ucieka – jutro powrót do codzienności – wracamy do Chełmży.
Środa. Pobudka – później niż zwykle. Po raz kolejny mam szczęście przyglądać się puji którą robi Trisama swoim Bóstwom. To dzisiaj wyjeżdżamy, ale stąd nie wyjeżdża się łatwo… Na śniadanie wyśmienite prasadam. Serwują na zmianę Mandakini, Vraja, Ganga. Nastrój służenia jest tutaj wszędzie. Duchowe wakacje które zafundował nam Trisama spowodowały wzrost naszej świadomości jak również wzrost wagi ;) Takich ilości wspaniałego prasadam dawno nie widziałem. Realizacja duchowa na każdej platformie :) Przed wyjazdem wraca z Londynu Brhaspati. Zdążyliśmy się przywitać i pożegnać. Około południa wyjeżdżamy do domu. Dziękuję Krysznie, że mogłem tutaj być.
Mam nadzieję, że w tej bardzo streszczonej relacji chociaż trochę podzieliłem się z Wami wspaniałymi chwilami, które dane było mi przeżyć.
Hare Kryszna!
Wasz sługa
Martinus
Zobacz Galerię
Skomentuj artykuł






