Pozytywne Wibracje...czyli dźwęki i przekaz w jednym
|
czytane: 1140 data: 2007-07-21 autor: Madhava Bhagavan das |
Wersja do druku |
![]() |
Hari bol Mister, jak dostałeś płytkę do ręki to jaka była twoja reakcja? Co poczułeś, dla muzyka to chyba ważne wydarzenie puścić w świat swój sound & message, po raz kolejny z reszta?
Szczerze mówiąc to nie bardzo mocno byłem zaangażowany w produkcję tej płyty. W przeciwieństwie do poprzednich mój wkład był naprawdę niewielki, tym bardziej większa była to dla mnie niespodzianka. Dowiedziałem się o tej płycie w nietypowy sposób. Napisała do mnie jedna z fanek PV i powiedziała, że płyta już jest na rynku. Co prawda wiedziałem o tym, że ma się ona pojawić, ale nie byłem pewien kiedy. Była to spora niespodzianka, ale też i miłe uczucie po latach zobaczyć coś, na co pracowałem bardzo długo, chociaż ta praca była mila, to jednak sporo lat upłynęło. Byliśmy przecież – jako zespół - aktywni na scenie przez ponad 12 lat.
Nie wiem czy pamiętasz kiedyś dawno temu, Dharani poprosił mnie żebym z Tobą pogadał i wywiad poszedł na Vrindę i już wtedy mówiłeś, że szykuje się reedycja płyty czemu to tak długo trwało?
Trwało to dlatego tak długo, gdyż ostatecznie zmieniła się firma, która chciała to wydać. Roro poprosił mnie abyśmy zmienili wydawcę. Nie byłem mocno przywiązany do ówczesnego, więc się zgodziłem, teraz widzę, że to był dobry ruch. Później pojawiły się dodatkowe obsunięcia, ale to chyba trochę nasza wina, bo nie aż tak mocno naciskaliśmy na wydawcę. To raczej była jego inicjatywa - nie byłem zbyt mocno przekonany czy chce odnawiać stare nagrania i do dziś nie wiem jaki będzie ich odbiór.
Jaki jest cel wydania tej płyty? Do kogo to ma trafić?
Wydaje się, że to jest płyta, która ma coś przypomnieć: czas, klimat, wrażenia, Nie jest to sentymentalna podroż w przeszłość, ale spojrzenie na coś, co było kiedyś ważne i skonfrontowanie tego z teraźniejszością. Niektóre kwestie poruszane na tej płycie są chyba ponadczasowe i na pewno się obronią i dziś. Mam na myśli jej przesłanie.
Szykujecie jakieś koncerty z tej okazji wydania płyty?
Nie planujemy koncertów, od razu daliśmy do zrozumienia wydawcy, że nie będzie to możliwe.
Co musiało by się zdarzyć żebyście jednak zagrali?
Nie przekreślam wspólnej pracy i nigdy nie przekreślałem, ale aby wchodzić na scenę, trzeba coś mieć do powiedzenia - albo w kwestii muzycznej, albo w kwestii przesłania. Najbardziej komfortowa sytuacja jest wówczas, kiedy oba aspekty są spełnione. Zagramy wtedy, gdy będziemy mieli coś nowego do powiedzenia. Nie chcemy (jak wiele kapel) odsmażać starego obiadu, chcemy dać coś, na miarę naszego talentu. Nie chcemy utopić się we własnym sosie.
Czy to był powód dla którego przestałeś grac w Zielonych Żabkach ?
W Żabkach - po reedycji płyty (po 15 latach od założenia zespołu) - obiecaliśmy producentowi, że zrobimy promocyjną trasę koncertową i to było naprawdę fantastyczne przeżycie, nie spodziewałem się tak fajnego odbioru, bo było naprawdę miło. Cały ten czas studiowałem i czasami kolidowało to z moimi zajęciami na uczelni, więc musiałem niekiedy poprosić Maćka, aby mnie zastępował. Później, kiedy skończyła się trasa - przestałem grać. Nie widziałem, że kapela dalej egzystowała, dowiedziałem się tego z plakatów. Postanowiłem zatem zamknąć ten rozdział i nie wracać do tego więcej. Zawsze mnie uczono, iż należy się szanować. Wydaję się więc, że tej sytuacji odejście od dalszych działań było najbardziej sensownym rozwiązaniem i taka była moja decyzja. Nie żałuję jej.
Wracając do Positive podczas ostatniego wywiadu dla Vrindy mówiłeś, że szykujecie nowa płytę - 3cią, że są już jakieś nowe kompozycje i co?
Te utwory były gotowe, ale nie zostały nigdy zarejestrowane. Teraz przez cały czas jestem nadal twórczy, ale to są raczej tylko jakieś zapiski. Pracuje też muzycznie z rożnymi przyjaciółmi. Nagrałem nawet 4 kawałki, które wywołały we mnie dość dziwne uczucia z jednej strony pozytywne, ale z drugiej refleksyjne. Przypomniały mi czas, w którym czułem się fantastycznie. Komponowanie i pisanie to naprawdę przyjemne uczucie. Pojawiają się przy nim kapitalne przemyślenia. Trzeba jednak uważać. Wiele razy widziałem na scenie ludzi, którzy są chyba od niej uzależnieni. Muszą tam stać za wszelka cenę. Czy są artystami, czy nie, chcą tam stać i się pokazywać, nawet jak nie wiele jest do pokazania. Rozumiem ich nastrój, ale boje się, abym nie musiał dzielić ich losu. Scena chyba trochę uzależnia, a ja boje się uzależnień.
Dlatego jesteś Sraight Edge?:)
Może i tak :) Wole jednak nie pokazywać czegoś, z czego nie jestem zadowolony - to jest jedyne moje kryterium. Jeśli zespół jest zadowolony z kompozycji - może je pokazać. Reszta to już kwestia gustów. Może mam zbyt wysokie poprzeczki, ale wydaje się, że trzeba dawać ludziom to, z czego jesteś w danym momencie zadowolony. To też jest chyba kwestia szczerości.
Nadal nie powiedziałeś czemu 3cia płyta się nie ukazała czego zabrakło? bo kompozycje już jakieś tam się pojawiły, przymiarki też już były, z tego co wiem?
Nie ma trzeciej płyty, bo nie ma odpowiedniej ilości nagrań. Poza tym gdzieś tli się w nas nadzieja, że uda się kiedyś te nagrania zarejestrować w poważnych warunkach. Jesteśmy nadal przyjaciółmi. Nie rozstaliśmy się z powodów, które mogłyby nas dzielić jako ludzi. Jest więc szansa na to, że kiedyś to zrealizujemy. Jest to bardziej prawdopodobne niż koncertowanie. Kompozycje były, są, i możliwe że będą, zrobiliśmy kilka fajnych utworów, ale to nie wystarczy, aby powstała płyta.Poza tym potrzebny jest jeszcze ten duch, ów nastrój, który nas napędza i sprawia, że chcemy tego doświadczyć razem. Rozmawialiśmy o tym wiele razy. Ostatnio - kiedy mieszkaliśmy w Londynie - dyskutowaliśmy nad tym jak widzielibyśmy współprace i cieszę się, że mamy jednakowe zdania. Razem z Rorem doszliśmy do wniosku, że nie chcemy być na scenie za wszelka cenę - to jest niedopuszczalne. Poza tym chcemy grać nieco inaczej. Chociaż, może to tylko marzenia, bo przecież w jaki sposób mielibyśmy oddzielić się od swoich muzycznych doświadczeń i przemyśleń? :)
A co z tymi kompozycjami? jaki będzie ich dalszy los? Bo jak się coś pojawiło znaczy, że miało wartość i z pewnością są tacy co chętnie by tego posłuchali.
Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Chciałbym, aby była szansa by je nagrać. Nie ma oczywiście żadnego przymusu zewnętrznego. Nie goni nas czas i choć może jest jakieś ciśnienie, ze strony osób dobrze nam życzących, to jednak podejrzewam, że właśnie w tym przypadku, będzie to raczej przemyślana i dojrzała decyzja, a czy to się uda - to czas pokaże. Na szczęście nie musimy tego zrobić - tylko chcemy to zrobić, a to wiele dla mnie znaczy.
Czego słuchałeś, gdy powstawał pierwsza płyta? Czego słuchałeś, gdy powstawała druga płyta i czego słuchasz teraz?
Odpowiedz na to pytanie brzmi: słuchałem i słucham wszystkiego co się da. Miałem i mam fantastycznych przyjaciół. To prawdziwy skarb, chociaż nie zawsze umiem go docenić. To właśnie przyjaciele sprawiali, że słuchałem bardzo dobrej muzyki i czytałem bardzo dobre książki. Obie rzeczy miały wpływ na moje przemyślenia i były inspiracją zarówno muzyczną, jak i życiową. Nie boje się powiedzieć, że muzyka miała ogromny wpływ na moje życie, podobnie, jak przeczytane książki. Obie rzeczy były źródłem tego, co pojawiało się w naszej muzyce i w tekstach. Oczywiście nie tylko ja byłem autorem muzyki. Talent osób, z którymi grałem jest nie do przecenienia, dzięki temu PV było czymś, czego nie musieliśmy i nie musimy się wstydzić. Podobnie było w Żabkach
Zabrzmiało bardzo ogólnie może jakieś nazwiska ważnych dla Ciebie wykonawców, zespołów?
Tak to bardzo ogólne, ale zagłębianie się w nazwiska i nazwy byłoby dla mnie kłopotliwe. Mógłbym nie wymienić kogoś, lub lista mogłaby się stać bardzo długa. Słuchałem bardzo dużo bluesa, sporo jazzu (wbrew pozorom) nieco mniej reggae. Grałem w punkowej kapeli, później w hardcorowej, więc nie obyło się bez tego rodzaju wpływów. Jeśli jednak powiedziałbym, że słuchałem np. Voivod, Dead Can Dance i Ravi Shankara, to ktoś mógłby wyrobić sobie niepotrzebne przekonania na mój temat. Słuchałem naprawdę wszystkiego łącznie z muzyką klasyczną. Oczywiście miałem swoje ulubione płyty i zespoły, lecz wymienianie wszystkich było by szaleństwem :) Po za tym na niewiele by się chyba przydało tym, którzy będą czytali naszą rozmowę.
Czy o PV można powiedzieć ze jest kapela z Hare Kryszna?
Nie. Chociaż wiele razy tak mówiono. Kiedy powstał PV nikt z nas nie myślał o HK. Fascynacja wschodem pochłonęła mnie jednak tak bardzo, że w moich tekstach pojawiały się łatwo rozpoznawalne tematy. To przyczyniło się do tego, iż kojarzono nas z HK prawie od samego początku. Później okazało się, że każdy z nas prędzej czy później przyjął tę filozofię jako filozofię swojego życia, więc mówienie o nas, że jesteśmy z HK ma sens tylko o tyle o ile odnosi się to do naszego życia prywatnego. Nikt z nas jednak nie przyjął żadnych świeceń. Nie pojął obietnic. Nikt nie zamieszkał w świątyni, nikt nie zmienił się na tyle, by uznać go za mnicha. Niemniej jednak filozofia HK jest naszą filozofią - co do tego nie ma wątpliwości. Oczywiście wiele pozostaje do życzenia w kwestii naszego rozwoju duchowego, ale wydaje się, iż droga, którą idziemy jest drogą dającą ogromną ilość pozytywnych rezultatów. Skoro już widzimy to na jej początku, to możemy oczekiwać dalszych. Zakładamy również, - obserwując życie – że i w nas mogą pojawić się inne fascynacje. Nie da się przecież przewidzieć jak będziesz myślał za 10 lat. Prawie wszystko podlega zmianom.
Twój ulubiony numer PV, który lubisz grać i taki, którego lubisz słuchać?
Nie mam ulubionego utworu, ale bardzo podoba mi się ten, który nie został nagrany. Mówi o tym, iż przeżywamy w sobie pewne uczucia a nie znamy ich źródła. Fantastycznie zrobiony utwór z ciekawym tekstem. Po takich utworach jestem w stu procentach przekonany, że nie ja jestem ich autorem, chociaż to ja podpisuje się moim nazwiskiem pod nimi. Czasami w życiu kogoś, kto pisze piosenki i gra koncerty, przychodzi refleksja, iż nie jest się twórcą tego, co się stworzyło J Mam swoje ulubione porównanie, które często przytaczam by to opisać, – dotyczy ono gitary. Wyobraźmy sobie, że kiedy zagramy naprawdę świetny koncert i jesteśmy zadowoleni z niego i myślimy jak dobrze nam poszło, nagle słyszymy jak gitara mówi, że zagrała rewelacyjny koncert :) Wiemy, że gitara nie może sama zagrać koncertu. Podobnie - bardziej wrażliwi artyści - odczuwają to w przypadku kompozycji. Czasami to, co napisaliśmy przerasta nie tylko nasze możliwości napisania tego, ale i nasz talent. Szukamy wiec źródła gdzie indziej :)
Jeśli chodzi o utwóry na tej płycie, to lubię "Przeznaczenie" i "Muszę". Nie jest łatwo pisać teksty po polsku, a te są napisane w miarę przyzwoicie :)
Pierwsza płyta PV „Hight Teste” zrobiła swego czasu niezłe zamieszanie na scenie undergrandowej. Z tego co, wiem Pietia z QQRQ Producion szybko wyprzedał cały nakład. Na tamten czas było to bardzo oryginalne podeście do reggae, z czego to wynikało?
To jest niejako wypadkowa wielu rzeczy. Wymienię tylko kilka. Nastrój jaki panował w tamtych dniach, słuchanie takiej, a nie innej muzyki, czytanie, przemyślenia, rozmowy, a przede wszystkim spotkanie w jednym miejscu i czasie muzyków z całkowicie odmiennymi przekonaniami, zdolnościami, i pomysłem na to, jak ma wyglądać twórczość.
Parę słów o muzykach co się przez PV przewinęli, wiem ze Dżimi miał duży wpływ na pierwsza płytę, czemu nie pojawił się już na następnej?
Dżimi nie chciał już grać z nami. Nie wiemy do końca, czy było to związane z tym, że nasze teksty oscylowały bardziej przy filozofii wschodu i to go odpychało, jako chrześcijanina, który dopiero co zmienił swoją orientację religijną na bardziej radykalną, niż poprzedni odcień chrześcijaństwa, czy raczej to, że nasza muzyka miała coraz mniej wspólnego z reggae, do którego on był mocno przywiązany. Prosiłem go wiele razy, aby od nas nie odchodził, ale on chciał założyć własny zespół (co się później stało) Kiedyś jednak spotkała nas mila niespodzianka. We Wrocławiu, na naszym koncercie, w garderobie, pojawił się Dżimi, nie grał z nami już kilka lat, poprosiłem go, aby zagrał z nami chociaż jeden kawałek i on zgodził się. Wiem, że to brzmi trochę sentymentalnie, ale naprawdę, to była dla nas wspaniała chwila. Była ona dowodem naszej przyjaźni. Później na krotko przyszedł do nas Kuba, następnie Wiciu (Vaikuntha Natha), z którym zagraliśmy sporo koncertów. Po pewnym czasie odszedł, gdyż zrozumiał, że może hamować nas w naszym rozwoju. Czuł, że może to przerastać jego możliwości i ostatecznie, kiedy Afa zgodził się go zastąpić, Wiciu opuścił zespół. Jeśli chodzi o Afę, to jest on bardzo utalentowanym muzykiem, i chociaż zrobiliśmy razem tylko nowe utwory, to musze przyznać, że wniósł wiele do PV. To niespokojny duch, lecz jego talent rekompensował wszystko.
To sprawa gitarzystów jest już jasna:)
Tak, tylko gitarzyści zmieniali się w PV, reszta była bez zmian. Roro jest utalentowanym perkusistą i okazało się (po odejściu Dżimiego), że również dobrze śpiewa. O Jaffie nie da sie powiedzieć złego słowa. Można domniemywać, iż to właśnie jego granie charakteryzowało nastrój PV. W rzeczywistości miałem ogromne szczęście, gdyż prawie zawsze dane mi było pracować z osobami, które przewyższały mnie umiejętnościami muzycznymi. Mogłem się wiele uczyć oraz czerpać przyjemność z poziomu muzycznego, jaki wkładały w moje kompozycje.
No właśnie, Roro i Jaffa to chyba od zawsze była sekcja rytmiczna PV, czy może było inaczej? Co u nich teraz słychać, grają gdzieś teraz? Wiem ze swego czasu grali z Madhumangalem w Radical News?
Prowadziliśmy w PV zawsze otwartą grę i wolno nam było pracować, gdzie tylko chcieliśmy. Nasi muzycy byli zapraszani do rożnych przedsięwzięć. Z perspektywy czasu widzę, jednak, że nie zawsze było to dobre, ale chyba nie zmieniłbym tego nawet i teraz. Cenie sobie wolność i nie chciałbym, aby mi ją w jakikolwiek sposób odbierano, wiec i ja nie chcę jej odbierać.
Nie powiedziałeś jeszcze co u nich słychać ?
Ekonomia to nie jest moja najsilniejsza strona :) A warunki ekonomiczne sprawiają, że musimy szukać czegoś, czego szukać byśmy nie chcieli. Pieniądze powodują, iż musimy zostawić to, co lubimy, na rzecz tego, co robić musimy. Odpowiedź wiec jest jasna.
A czy jako muzyk, tekściarz i kompozytor powiedziałeś już wszystko i czas zwiesić przysłowiowe rękawice na kołku?
Nie, z pewnością nie, ale jeśli ktoś przyjrzałby się mojej działalności twórczej z wieloletniego punktu widzenia, to zobaczy, że ja nie tworzę dużo i nigdy tak nie było. Nie pisze wiele tekstów i, podobnie, nie napisałem za wiele piosenek. Tak jak nadmieniłem wcześniej, wydaje się, że jest to kwestia tego, iż stawiam sobie duże wymagania. Mam na myśli poziom twórczości. Ilość tu akurat nie jest najważniejsza. Dlatego jeśli ktoś prosi mnie ,abym napisał dla niego tekst, to raczej dam tekst, który kiedyś napisałem wcześniej a nie został on wykorzystany nigdy dotąd. Poproszono mnie nie dawno o 4 teksty i mówiąc szczerze nie miąłem czym obdarować tej osoby. Z wielkim trudem znalazłem 3 teksty. Nigdy w życiu nie pisałem dla kogoś innego :) Tym bardziej milo zrobiło mi się, gdy usłyszałem, jak ktoś śpiewa piosenkę z moim tekstem i tym kimś nie byłem ja.
Obserwując dziś, szeroko rozumianą scenę muzyczna, czy widzisz jakieś zmiany, czy dostrzegasz jakieś ważne indywidualności?
Nie jestem chyba zbyt dobrym obserwatorem. Nie widzę nikogo, kto ująłby mnie szczególnie. Kiedyś były, wydaje mi się, bardziej wyraźne postacie na miarę zespołu Dezerter czy Izrael. Być może jest to znak tego, że czasy są zupełnie inne i ciężko jest zakreślić wyraźną linię między tym co komercyjne, a tym co przyjmuje się jako underground. A może to sprawa wieku, może się zaczynam starzeć :)
Czym obecnie się zajmujesz?
Robię doktorat z filozofii. To jest moja główna działalność. Poza tym staram się pracować na utrzymanie rodziny. Te dwie rzeczy zabierają sporo czasu. 4 lata temu pojawił się na świecie mój synek, czas wówczas przestał już być tylko „mój” :)
Jakiś kontakt do PV, tak na wszelki wypadek :) ?
www.positivevibration.prv.pl tam jest wiele potrzebnych rzeczy. Strona nie jest już świeża. Mówi się, że najtrudniej zrobić coś dla siebie. Żyje z tego, że robię strony internetowe, więc od kilku lat nie dotykałem naszej :)
Na koniec możesz walnąć „prywatę” i kogoś pozdrowić, dać komuś delikatna reprymendę, poprosić o zwrot pożyczonej dawno temu rzeczy, czy co tam chcesz.
Chciałbym pozdrowić wszystkich, którzy byli z nami przez wiele lat i czekają na to, aż pojawią się nowe nagrania. Nie chce obiecywać nic konkretnego, ale mogę obiecać, że będę się starał. Dziękuje też wszystkim, którzy przyczynili się do tego, aby materiał, który się ukazał zobaczył światło dzienne. Przede wszystkim ukłony należą się Melonowi (Wydawcy), który stal się inspiratorem tego przedsięwzięcia. Skutecznie naciskał na nas, aby płyta w końcu się pojawiła na półkach. Jeśli zrobiłem coś komuś, czego nie powinienem zrobić, to przepraszam i proszę, nie tylko o wybaczenie, ale o powiedzenie mi o tym, może wówczas uda mi się nie popełnić tego błędu kolejny raz. :) Nie umiem się domyślać, a o wszystkim zawsze dowiaduje się ostatni. Ci, którzy mnie znają potwierdzą to :) Dziękuje za rozmowę
Myślę ze wydusiłem z Ciebie wystarczającą ilość informacji, żeby ktoś, kto przeczyta naszą rozmowę zobaczył szersze spektrum zjawiska jakim jest płyta Positive Vibration „Sound & Message”, niewątpliwie podsumowująca pewien etap w historii zespołu. Dzięki za rozmowę !!!
Zobacz galerię
Skomentuj artykuł






