Możliwość...czyli Nityananda Trajodasi w Jaworze

czytane: 462 data: 2008-02-19
autor: Madhava Bhagavan das
Wersja do druku
Muzyka jest czymś wyjątkowym, jest w stanie przekazywać w sposób bardzo subtelny różnego rodzaju treści , tworzy nastrój. Gdy jednak w odpowiedni sposób połączona jest z tekstem , przekazywać może ulotne stany świadomości. Lubię wsłuchiwać się w utwory muzyczne, jeśli artysta jest w miarę bystry to można spojrzeć na świat jego oczami. Dla mnie to duża frajda, widzieć cudzymi oczami te same sprawy, których i ja doświadczam na co dzień, dużo się można w ten sposób nauczyć.

Kiedyś podczas takiego słuchania natrafiłem na pewną kwestie, a raczej na pytanie: "Posłuchaj, jeśli miałbyś, jeden strzał, jedną szansę by w końcu uchwycić wszystko, czego kiedykolwiek pragnąłeś, w jednej chwili. Czy wykorzystał byś to? Czy odpuścił byś?". Pierwsza myśl która się pojawiła: „oczywiście, że bym nie odpuścił”. Chwile potem pojawiła się następna myśl, a jeśli bym nie podołał zniszczył bym wszystko o czym marzyłem, całą idealną wizje szczęścia...Hmm... Intrygujące...Bezpieczniej jest marzyć niż walczyć o swoje szczęście, ale czasem same marzenia już nie wystarczają....

Długo chodziła za mną ta myśl, aż w końcu, minął jakiś czas i gdzieś usłyszałem jak ktoś zacytował Śrila Prabhupada: „Zarówno bhakta jak i biznesmen powinni być odważni w swoim działaniu inaczej niczego wartościowego nie osiągną”. To było właśnie to czego potrzebowałem, zrozumiałem, że warto walczyć zawsze, bo zawsze można się czegoś nauczyć nawet jeśli nie osiągnie się zamierzonego celu. Nawet za cenę okaleczenia przez brutalna rzeczywistość, tak bardzo chronionej przez nas, wyidealizowanej wizji szczęścia. Konfrontacja tego co w głowie i w sercu z tym co na zewnątrz czasem bywa bolesna, ale zawsze jest wartościowa.

Szanse nadarzają się częściej niż tylko raz w życiu, by stać się szczęśliwym trzeba tylko być czujnym i zdeterminowanym.

18 lutego 2008 roku(Nityananda Trajodasi, rocznica pojawienia się Pana Nityanady) to był właśnie czas takiej szansy, zaistniała możliwość, której wykorzystanie mogło być kolejnym krokiem osiągnięcia celu, jakim jest zmiana siebie samego na lepsze i dzięki temu zrozumienie i pokochanie Kryszny. Odległy cel, ale pojawia się nadzieja by chociażby trochę się do niego zbliżyć. Wyzwanie zostało rzucone...

W odpowiedzi na to wyzwanie bhaktowie z jaworskiego Nama Hatta postanowili się spotkać i spróbować zadowolić Pan Nityanande poprzez swój wysiłek.

Lubię patrzyć jak tworzą się inicjatywy, jest w tym tyle entuzjazmu i chęci do działania, że wszyscy automatycznie zarażają się tym nastrojem. Podobnie było i tym razem nikomu nie trzeba było mówić dwa razy, wszyscy podjęli wyzwani i pragnęli sprostać mu najlepiej jak to możliwe. Radhika zaoferowała, że zrobi abiszek, Madana postanowiła zrobić warzywa, Maciek jakieś pieczywko, Baladeva z Anią tort dla Pana Nityanady, mi też trafiło się jakieś drobne gotowanko :).

Wykład obiecał zrobić Ramesvar. Tak więc wydało się, że wszystko już ustalone i zapięte na ostatni guzik :). Jak to jednak bywa w takich sytuacjach pojawia się jakiś mały drobiazg, burzący idealna koncepcje. Tuz przed świętem przyplątała się choroba. Przeziębienie jak na złość chwyciło najpierw mnie, potem Radhikę i na końcu Madanę.

Moja choroba w niczym nie przeszkadzała, bo moja rola w tym święcie była znikoma, ale Radhika i Madana maiły gotować i robić abiszek. Nie wyglądało to zbyt optymistycznie, ale dziewczyny są twarde co udowodniły już nie raz i mimo niedyspozycji cielesnej wywiązały się z powierzonych zadań mistrzowsko. Przepiękny był też tort zrobiony przez Anie i Baladevę. Isvari zrobiła pakorę, Maciek czapty...Tak naprawdę nie istotne było to co kto zrobił, ale to, że każdy chciał coś zrobić, w takiej atmosferze można góry przenosić, i można doświadczyć tego co zwykł mówić Śrila Prabhupada : „słowo niemożliwe pochodzi ze słownika głupców.”

Wszyscy, którzy przyszli na święto poddali się powstałej atmosferze i dali z siebie tyle ile mogli.

To naprawdę niezwykły widok, nie tak dawno nikt z nas nie wiedział, że istnieje Kryszna, że można mieć z nim relacje, że można coś dla niego zrobić, a nawet jak ktoś wiedział, że można coś zrobić to nie bardzo wiedział jak to zrobić, a teraz jesteśmy w stanie zorganizować święto by go zadowolić. Jeśli są chęci to wszystko jest możliwe. Kryszna jest możliwością w człowieku. Doświadczyłem po raz kolejny czym jest towarzystwo bhaktów, i uświadomiłem sobie jak wielkim błogosławieństwem ono jest.

Największym sukcesem przynajmniej dla mnie było to, że mogłem wziąć udział w czymś spontanicznym. Nikt nikogo z niczego nie rozliczał, nikt nie miał do nikogo o nic pretensji, że ten robi tyle a tamten mniej, każdy zrobił tyle ile chciał, ile mógł, ile był wstanie, bo pojawiła się atmosfera, że robimy to nie dlatego, że ktoś nam kazał, tylko dla tego, że chcemy to zrobić.

Wydaje się, że każdy z nas spróbował po swojemu wykorzystać nadążającą się szanse zrobienia czegoś dla innych, dla Kryszny, a ostatecznie i dla siebie. Najważniejsze ze podjęta został próba, zawalczenia o coś naprawdę bardzo wartościowego, o łaskę Pana Nitjanady.

Czy nam się udało coś wywalczyć? Na pewno wiemy już jak i w jakim nastroju zabrać się za walkę, to już dużo, a może to właśnie jest to, co udało nam się wywalczyć, może właśnie tak zamanifestowała się łaska Pana Nityanady...kto wie..

Zobacz galerię

Skomentuj artykuł



foto galeria

Spotkanie z Kulturą Starożytnych Indii -Wrocław 19.05.2012

Na forum

Spotkanie z Kulturą Starożytnych Indii -Wrocław 19.05.2012
Zobacz najnowszy postinfo
madhava
wczoraj, o 22:54

Podsumowanie akcji "Harinam dla każdego" maj 2012
Zobacz najnowszy postinfo
madhava
wczoraj, o 22:47

Prośba o wsparcie "Serwer Harinam.pl 2012"
Zobacz najnowszy postinfo
REDAKCJA
wczoraj, o 13:07

akcja "Harinam dla każdego" - edycja maj 2012
Zobacz najnowszy postinfo
REDAKCJA
wczoraj, o 11:45

Sławni wegetarianie
Zobacz najnowszy postinfo
Purnaprajna
wczoraj, o 10:47

Wyszukiwarka



online: 7