Nowe możliwości szerzenie chwał Pana Gaurangi
|
czytane: 766 data: 2010-03-18 autor: Divya Simha das |
Wersja do druku |
![]() |
Wczoraj w Konstancinie odbył się ostatni wykład w wiosennym semestrze Akademii III wieku. Dużo mówiliśmy o zwyczajach panujących w Bengalu. Jedna Pani zapytała czy będąc w Nawadwipie słyszałem coś o recydywistach - odpowiedziałem:
- W historii okręgu Nawadwip były przypadki osób, które zachowywały się nie grzecznie. Np. Dźagaj i Madhaj, którzy łobuzowali straszliwie w czasach Pana Gaurangi, ale dzięki miłosierdziu brata Pana Gaurangi – Nitja – stali się oni świętymi.
- Jak to z recydywistów przemienili się w świętych?
- A, tak. Później pomagali pielgrzymom, którzy przybywali z całych Indii, wybudowali dla nich miejsca kąpieli nad Gangesem. Tak było 500 lat temu, a mój przyjaciel Marek, który dożywia mieszkańców okolicznych wsi, jakieś cztery lata temu miał również podobną przygodę. Otóż jadąc na rowerze z zakupami, które miały mu posłużyć do ugotowania uczty dla ok 100 osób w jednej z wsi, został zaczepiony przez lokalnego pijaka i łobuza. Marek do końca zachował się spokojnie. Drań wyrzucił mu zakupy z siatek i zaczął podżegać różne osoby do linczu. Przewrócił nawet Marka, Marek i to stolerował, jednak kiedy chciał go kopnąć, Marek w trosce o drania (jako, że według prawideł wedyjskich reakcje za kopanie kogoś są bardzo poważne), powstrzymał go pewnym chwytem i unikiem Aikido. Spojrzał mu prosto w oczy i powiedział, że już wystarczy. Pijak jeszcze pomrukiwał coś na odchodne i sobie poszedł. Nie minęło siedem dni, kiedy ten sam pijak podszedł do Marka i rzucił mu się na kolana z prośbą o przebaczenie. Marek oczywiście mu wybaczył i ze zdziwieniem zapytał:
- Co ci się stało, co jest przyczyną twojej wielkiej metamorfozy?
- Widzisz Prabhu wczoraj miałem sen w którym przyśnił mi się Bóg w przeraźliwej formie Lwa. O mało mnie nie rozszarpał w tym śnie. Powiedział, że to kara za to, że cię znieważyłem. Kiedy się obudziłem byłem zlany potem i powiedziałem sobie, że natychmiast muszę cię odnaleźć i pokornie prosić o wybaczenie. Co więcej chcę ci pomagać w akcji dożywiania.
Mój przyjaciel opowiedział mi, że co jakiś czas ten “łobuz” przychodzi i spontanicznie, nie proszony, pomaga mu w jego służbie.
Kiedy opowiedziałem tą historię. Wszyscy byli zdumieni i słychać było na sali podziw dla tak niezwykłego miejsca jakim jest Nawadwipa.
- Tak – skwitowałem – każdy może być świętym, nawet największy drań, po czy dodałem z uśmiechem – czy na sali są święci, jeśli tak prosiłbym by teraz powstali?
- Ha ha ha – zabrzmiało ekstatycznie, podchwyciłem tę płynącą z czystych serc radość i dodałem – to przynajmniej jeden święty niech wstanie i wskaże innych, gdyż święty rozpozna innych świętych.
- A niby po czym ma ich rozpoznać? – zapytała się pani z pierwszego rzędu, uśmiechając się od ucha do ucha.
- No święci, noszą takie aureolki i widzą je u innych – odpowiedziałem z dziecinnym zdumieniem.
Po spotkaniu Pani Hania podbiegła do mnie i powiedziała:
- Darek ja już zaczynam myśleć gdzie moglibyśmy pójść z cyklem tych wykładów. Wiesz w jednym z okolicznych miasteczek otwierają nowoczesny kompleks SPA i tak sobie myślę teraz głośno, mam tam znajomego, dobrego znajomego, może byśmy tam coś zorganizowali wspólnie. To o czym mówisz jest fenomenalne. Powinno to być ekskluzywnie zapakowane i podane osobom które mają pieniądze i wpływy. Nosisz wielki skarb, którego nie można tanio oddawać. Bardzo chciałabym byśmy działali wspólnie.
- Pomyślałem – to zadziwiające jak Hania odgadła moje najskrytsze myśli i pragnienia.






